Ostatnia scena „Pamiątki z Celulozy”
Wraz z wysadzeniem zabytkowego komina Celulozy, Włocławek stracił wielki symbol. Mieszkańcy pamiętają i będą pamiętać, że to właśnie ten zakład dzięki powieści Igora Newerlego „Pamiątka z Celulozy”, zekranizowanej przez Jerzego Kawalerowicza, rozsławił miasto na całą Polskę.
Wielki sentyment do zakładu ma Jan Sieraczkiewicz, były pracownik (redaktor zakładowej gazety), a obecnie włocławski radny. - Dawniej była to olbrzymia fabryka prawie dorównująca Zakładom Azotowym „Włocławek”, ale w Celulozie panowała bardziej rodzinna atmosfera - wspomina.
Firma, zbudowana pod koniec XIX wieku, była symbolem nie tylko miasta, ale również zachodzących w nim przemian. Po II wojnie światowej na fabrycznym kominie zawisł czerwony sztandar, a zakład zyskał imię Juliana Marchlewskiego. Piętnaście lat temu upadł, a sztandar zniknął z komina.
Po bankructwie rozległe tereny fabryczne stały się rajem dla złomiarzy, którzy zapoczątkowali okres degradacji obiektu. Dla jednego z nich stał się piekłem po tym, jak podczas kradzieży zawalił się na niego budynek. Mężczyzna zginął na miejscu.
W kolejnych latach powstawały tu nowe firmy, które sukcesywnie wyburzały zabytkowe budynki. Z wielkiego zakładu został tylko niewielki fragment ruin. Kominy dawnej fabrycznej kotłowni wciąż dumnie górowały nad miastem. Niestety, stan nieremontowanych od lat obiektów regularnie się pogarszał. Właściciel - firma TOP 2000 - zadecydował się na rozbiórkę. Komin łatwo się nie poddał i przetrwał pierwszą eksplozję. Następnego dnia jednak podłożono większą ilość materiałów wybuchowych i komin runął. Obserwowało to wielu włocławian.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl