O bilet staraj się sam!
Gdzie kupić bilety za 1,40 lub 1,65 zł? Czytelnicy skarżą się, że w wielu kioskach biletów o takich nominałach nie ma. W autobusie też nie, bo kierowcy oferują jedynie takie, które kosztują 1,38 lub 2,30 zł.
O ile we włocławskich kioskach nie ma problemu z zakupem biletów na linie miejskie za 2,10 zł, 2,20 zł lub 2,30 zł, to z zaopatrzeniem się w nie na linie podmiejskie jest już gorzej. Nie wszystkie punkty sprzedaży, nawet te usytuowane w centrum miasta, mają wszystkie bilety, bo tych jest kilkadziesiąt. W pod-włocławskich miejscowościach też nie wszędzie kioskarze dbają o klientów, będących pasażerami MPK. Dlaczego tak się dzieje?
Na peryferiach bez wyboru
Prowadzący kioski przyznają, że zaopatrują się głównie w bloczki biletowe o najczęściej sprzedawanych nominałach. Jeśli klienci rzadko pytają o bilety ulgowe za 1,40 zł, takowych nie kupują, bo nie chcą na długo "zamrażać” swojej gotówki. W efekcie blankiety o takich nominałach oferowane są na przykład w kioskach przy włocławskim dworcu PKP-PKS, na placu Wolności, bo stąd odjeżdża najwięcej autobusów podmiejskich, a na peryferiach miasta już niekoniecznie.
O dwa grosze za mało
Pasażerowie linii podmiejskich, którzy nie mogą zaopatrzyć się w kioskach w bilety o określonych nominałach, skazani są na ogół na zakupy w autobusach. Kierowcy dysponują jednak tylko biletami o wartości 1,38 zł lub 2,30 zł. Ile więc za przejazd zapłaci studentka, która potrzebuje bilet ulgowy za 1,40 zł? 1,38 zł zapłacić nie może, bo dwa grosze niedopłaty oznacza karę. Zmuszona więc jest wyjąć z kieszeni 2,30 zł. - To jest zdzierstwo - twierdzi studentka.
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl