Czesne masz jak w banku
Student zaocznej anglistyki w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej jest zdziwiony wysokością podwyżki czesnego, które ma płacić co miesiąc. - Gdyby płacił za semestr jednorazowo, byłoby taniej - tłumaczy rzecznik uczelni.
Temu, że podwyższono czesne student III roku zaocznej filologii angielskiej w PWSZ nie dziwi się, chodzi jednak o wysokość podwyżki. - Mam świadomość, że podpisałem umowę, w której jest punkt, mówiący o zmianach wysokości opłat - przyznaje nasz Czytelnik (imię i nazwisko znane redakcji). - Przecież i tak jestem bez wyjścia, nie przerwę studiów na trzecim roku, chociaż podwyżka czesnego jest, moim zdaniem, zbyt wysoka.
Przyjrzyjmy się, jak do tej pory wyglądały płatności naszego Czytelnika, przyszłego anglisty. W roku akademickim 2008/2009 koszt jednego semestru studiów wynosił 2100 złotych. Opłata przez trzy miesiące wynosiła po pięćset złotych, w czwartym płacił sześćset zł.
Teraz, wedle nowego cennika ,za semestr zapłaci w sumie 2600 zł - za każdy z czterech miesięcy po 650 zł. - Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy w WSHE, uczelni niepublicznej, pielęgniarki biją na alarm, że podwyższa im się opłatę o 50 złotych. Moja urosła o 500 złotych - mówi student. Jak twierdzi, zarabia niewiele ponad 1200 zł, więc na czesne wyda teraz więcej niż połowę pensji. - To dla mnie dużo - uważa. Z oburzeniem studenta
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl