- Od kilku tygodni strażnicy mają więcej możliwości karania mieszkańców mandatami. Czy odczuliście już jakieś pozytywne skutki zmiany przepisów?
- Oczywiście, że tak. Rozszerzenie katalogu spraw za które możemy nałożyć mandat, zamiast kierować sprawy do sądu grodzkiego znacznie ułatwiło nam pracę. Zamiast wypisywać wnioski i tracić czas na biurokrację, możemy skupić się na interwencjach i pilnowaniu porządku.
- Ale mieszkańcy chyba nie są już tacy zadowoleni, przecież prawdopodobieństwo otrzymania mandatu jest teraz dużo większe?
- To nie jest tak. Nie chodzi o to, że karzemy za inne wykroczenia, niż dotychczas. Po prostu teraz mieszkańcy, zamiast odpowiadać przed sądem, mogą zapłacić mandat. Zresztą, wielu włocławian przyłapanych na jakimś wykroczeniu jest z tego rozwiązania bardzo zadowolonych. Wcześniej strażnicy byli często pytani, czy mogą poprzestać na wypisaniu mandatu. Dla wszystkich to prostrze rozwiązanie. Ukarani od razu wiedzą, ile muszą zapłacić, nie muszą tracić swojego czasu i pokrywać kosztów spraw sądowych. Poza tym pieniądze za mandaty zasilają budżet miasta. Gdy sprawy rozstrzyga sąd, grzywna wpływa do skarbu państwa.
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl