Nasz Czytelnik chce zwrócić uwagę na problem podejścia do pacjentów we włocławskim szpitalu. - Po wypadku trafiłem na oddział w Płocku, mam więc porównanie, jak może wyglądać opieka nad chorym - mówi Eugeniusz Maciejewski. Jego zdaniem jest tam ona o wiele lepsza, niż we Włocławku. Na dowód opowiada, jak kilka dni po wyjściu ze szpitala zgłosił się na oddział ratunkowy, bo zaniepokoiła go siniejąca ręka.
- Coś złego zaczęło się dziać pod gipsem, bardzo mnie bolało, a lekarz, którego wezwano na izbę przyjęć, kazał mi przyjść do przychodni w wyznaczonym dniu, przecież tak nie powinno być! - denerwuje się pan Eugeniusz. - Zupełnie mnie zlekceważono. Czy człowiek, który płaci składki nie może liczyć na choćby odrobinę współczucia?
Pan Eugeniusz doczekał się pomocy, ale, jak twierdzi, zanim lekarz zajął się jego ręką, jednoznacznie dał mu do zrozumienia, że uważa go za intruza. - Jak człowiek pójdzie do lekarza na wizytę w prywatnej przychodni, jest zupełnie inaczej. Dlaczego? Czy tak musi być? - pyta pan Maciejewski.
Stefan Kwiatkowski, dyrektor do spraw lecznictwa we włocławskim Szpitalu Wojewódzkim, twierdzi, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy nie zetknął się z problemem niewłaściwego traktowania pacjentów na oddziale ratunkowym.
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl