Mieczysława Sobińska-Braun od 30 lat mieszka w jednopiętrowej kamienicy przy ul. Toruńskiej 26/28, należącej do Fabryki Urządzeń Technicznych "Wisła”. Kobieta przez siedemnaście lat pracowała w tym zakładzie.
Dziesięć lat temu fabryka "Wisła” przeszła w prywatne ręce, a trzy lata temu upadła. Dla mieszkańców nastały ciężkie czasy. - Najpierw przyszła decyzja o odcięciu nam ogrzewania - mówi Mieczysława Sobińska-Braun. - Poradziliśmy sobie, palimy w piecu. Bez wody, którą nam wyłączył syndyk na początku roku, nie da się jednak żyć.
Na początku pani Mieczysława korzystała ze studzienki przed kamienicą. - Ciężko mi było po schodach dźwigać wiadro na piętro, ale nie miałam wyjścia - przyznaje. Niestety, woda w studzience zimą bardzo często zamarza. - Mój mąż ma osiemdziesiąt lat, przez czterdzieści lat ciężko pracował, teraz jest ciężko chory, chodzi z workiem stomijnym - mówi mieszkanka kamienicy. - Jak można nas tak zostawić bez wody?
Po zamarznięciu studzienki dostępu do wody nie ma też często Renata Lewandowska. - Mam dwoje dzieci, które chodzą do szkoły, syn jest niepełnosprawny - tłumaczy. - Muszę mieć wodę.
więcej w "Gazecie Pomorskiej"