- Sprawowanie tego urzędu to praca przez dwadzieścia cztery godziny na dobę - mówi Monika Budzeniusz, rzecznik prasowy prezydenta Włocławka. - Często spędza w pracy więcej niż osiem godzin. Rzadko zdarza się również, żeby miał wolny weekend, bo reprezentuje miasto na uroczystościach. Oczywiście, można powiedzieć, że obejmując urząd zgodził się na to, ale to odpowiedzialna i czasochłonna praca.
Opozycja zgadza się tylko z tym ostatnim. - Przecież nikt na siłę nie umieścił prezydenta na urzędzie - odpowiada Jarosław Chmielewski. Parlamentarzyści rozważają zmiany w przepisach ograniczających zarobki włodarzy miast. Jedną z koncepcji jest uzależnienie widełek płacowych od liczby mieszkańców. Pomysł popiera Janusz Dobroś, burmistrz Lipna, który uważa, że pomiędzy zarobkami poszczególnych włodarzy miast, panują zbyt duże dysproporcje.
Inni są sceptyczni. - Zaufajmy Radzie Miasta - mówi burmistrz Rypina, Marek Błaszkiewicz. - Kominy to nie najlepszy pomysł, ale widełki oparte na liczbie mieszkańców również. Lepszy rozwiązaniem byłoby powiązanie płacy z budżetem danego samorządu. Wówczas dbający o rozwój miasta gospodarz mógłby liczyć na większe wynagrodzenie.
Nie do końca z tym pomysłem zgadza się również włocławski ratusz. - Liczba mieszkańców w miastach zmniejsza się, bo przeprowadzają się do ościennych gmin - uważa Monika Budzeniusz. - Lepiej byłoby powiązać widełki z zasięgiem terytorialnym miasta, statusem administracyjnym i rolą, jaką odgrywa w regionie, bo zakres obowiązków prezydenta i wójta są nieporównywalne.
więcej w "Nowościach Włocławskich"