W ramach protestu kobieta przestała płacić czynsz. Teraz grozi jej eksmisja. Kamienica przy ul. Królewieckiej. Pani Henryka mieszka tam od 1985 roku. Żyło się jej spokojnie, sąsiedzi są przyjaźnie nastawieni, wspierają się nawzajem, nie spotykały jej nieprzyjemności. Aż do momentu, gdy w domu pojawił się uciążliwy problem. Od 2001 roku kanalizacja w toalecie nagminnie wylewa.
- Na podłogę wypływają wszystkie brudy, a ja muszę to sprzątać - żali się pani Henryka. - Mieszkam na parterze i gdy ktoś z góry spuszcza wodę, ja mam wszystko u siebie w mieszkaniu! Prosiłam administratora o naprawę rur, ale do tej pory nic nie zrobili. Za każdym razem przysyłają do mnie pogotowie hydrauliczne, które przepycha rury nawet dwa razy dziennie, lecz na tym się kończy. Hydraulicy powiedzieli mi, że jedna z rur jest pęknięta, dlatego wszystko wydostaje się na zewnątrz.
W akcie desperacji lokatorka postanowiła się zbuntować, przestała płacić czynsz. - Zapowiedziałam, że dopóki nie naprawią tej awarii nie będę płaciła za mieszkanie - mówi. - Więc nie płacę. Tak czekam od 2001 roku. Właścicielem budynku jest miasto, natomiast administruje nim spółka Zarządca. Jej prezes zna sytuację i zapewnia, że wymiana kanalizacji będzie, ale tylko na podwórzu, bo zdaniem prezesa w mieszkaniu kanalizacja wylewa z winy pani Henryki.
więcej w "Nowościach Włocławskich"