Skazany za... centralne ogrzewanie
Życie nie oszczędza pana Janusza. Po poważnym wypadku jest inwalidą pierwszej grupy, porusza się z trudem. W dodatku został oskarżony o zniszczenie majątku komunalnego, bo w swoim mieszkaniu zainstalował... centralne ogrzewanie.
Panu Januszowi trudno ukryć emocje. Jest rozgoryczony. Wściekły. Rozżalony. Nie wierzy w te wszystkie bajki o pomocy osobom niepełnosprawnym. Bo on, inwalida pierwszej grupy, z niedowładem nóg, urazem kręgosłupa, wadą serca, w dodatku niedosłyszący, spotka się wyłącznie z brakiem zrozumienia, z e źle pojętą nadgorliwością urzędników, którzy zamiast pomóc, rzucają kłody pod nogi.
- Kilka lat temu w mieszkaniu komunalnym przy ulicy Szpitalnej, które zajmuję wspólnie ze schorowaną matką, zainstalowałem centralne ogrzewanie - opowiada pan Janusz. - Administracja doskonale o tym wiedziała. W mojej ocenie było to prostu podniesienie standardu tego niewielkiego lokalu, wykonane w dodatku na własny koszt. Po wypadku, którego doznałem przed dwoma laty, po pobytach w szpitalach rehabilitacyjnych, między innymi w Konstancinie, wpadłem jednak na pomysł, by zwrócić się do Urzędu Miasta z prośbą o zamianę tego mieszkania na takie w bloku, wygodniejsze. Odpowiedź dostałem odmowną, za to komuś przypomniało się, że nie miałem zgody na zaintalowanie ogrzewania. No i zaczęło się moje piekło.
więcej w "Gazecie Pomorskiej"