6 kwietnia kujawskie morsy po raz ostatni w tym sezonie spotkali się nad jeziorem Czarnym. W wesołej atmosferze połączonej z grillowaniem, przyjęli do swojego środowiska około 50 nowych osób. Ale droga do członkostwa nie była łatwa - kandydaci na klubowiczów musieli się wyspowiadać, przejść próbę ognia i wody (paniom wrzucano kostki lodu za staniki, panom - do kąpielówek), napić się morsówki i pocałować węża oraz żabkę.
My zapytaliśmy "księdza", jakie grzeszki najczęściej wyznawali kandydaci.
Powinna mnie obowiązywać tajemnica spowiedzi, ale ustaliliśmy, że będzie to jawne przyznanie się do grzechów. Te główne to zaniechanie coniedzielnych kąpieli lub spóźnienia na spotkania. Pokutą będzie kąpiel w ciepłej wodzie do końca sezonu letniego zdradził spowiednik.
Po zakończeniu chrztu morsy zaśpiewały swój hymn i złożyły uroczyste przyrzeczenie.
Sezon się zakończył, ale morsy nie będą próżnować.
Będziemy jeździć na spływy kajakowe, rajdy rowerowe, organizować ogniska oraz spontaniczne spotkania w plenerze. Na pewno dużo będzie się działo zapewniał Jacek Celmer.