Komu wierzyć?
Kończąc osiemnasty rok życia, każdy z podopiecznych domu dziecka musi opuścić placówkę. Jeśli przez cały okres pobytu wychowanek nie sprawia problemów, a na dodatek przejawia perspektywy dalszego kształcenia się, Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie wyciąga do niego rękę i może dać mu mieszkanie. Dla niektórych ten fakt jest jak dar niebios. Dla niektórych natomiast…
Emila Chojnowska do niedawna była podopieczną domu dziecka w Brzeziu. Ukończyła szkołę zawodową i chce się uczyć dalej. Nie było więc zaskoczeniem kiedy wychowawcy placówki zaproponowali jej zakwaterowanie w jednym z mieszkań, które w swoich zasobach posiada MOPR we Włocławku. Dwa lokale mieszczą się w bloku przy ulicy Ptasiej, a od 2003, czyli od roku, w którym MOPR wszedł w posiadanie mieszkań, zakwaterowanych było tam 16 osób.
Przydział na mieszkanie może dostać każdy, oczywiście na określonych warunkach. Należy ściśle przestrzegać regulaminu. Jego złamanie grozi eksmisją. Umowa między najemcą i MOPR-em zawierana jest na dwa lata. Emila ucieszyła się z takiego obrotu sprawy. W mieszkaniu na Ptasiej miała mieszkać z jeszcze jedną dziewczyną. W dniu kiedy miała zamieszkać w lokalu czar prysł jak bańka mydlana. Na dzień dobry przywitał ją bałagan nie z tej ziemi. Później od sąsiadów dowiedziała się do jakiego mieszkania się wprowadza.
- Pod siedemnastką są non stop balangi – opowiada jedna z kobiet. – Dziewczyna, która tam mieszka pod dach przyjęła dwóch chłopaków, których MOPR wyrzucił z mieszkania naprzeciwko. Alkohol, awantury i narkotyki. Tak w skrócie mogę powiedzieć o tym co się dzieje w tym mieszkaniu – kończy kobieta. Słysząc takie słowa Emila zwyczajnie się załamała. Nie tak wyobrażała sobie start na nowej drodze życia.
więcej w "Pulsie Regionu" lub na stronie pulsregionu.com.pl