Straż miejska twierdzi, że nie brakuje ekspedientów, którzy bez oporów sprzedają alkohol dzieciom i młodzieży. Problem w tym, że aby udowodnić taki czyn, trzeba mieć świadków albo nakryć sprzedawcę na gorącym uczynku. - Umundurowanemu strażnikowi trudno tego dokonać, jednak kilka razy się udało - mówi Norbert Struciński, rzecznik SM we Włocławku. - Za przestępstwo karę mogą ponieść aż trzy osoby. Sprzedający, kierownik sklepu za brak nadzoru, aż wreszcie właściciel, przeciwko któremu występujemy o cofnięcie koncesji.
Sprawa ostatecznie trafia do Referatu Ewidencji Działalności Gospodarczej UM. W tym roku postępowanie o odebranie koncesji za sprzedaż alkoholu nieletnim toczyło się w przypadku dwóch sklepów. Ostatecznie pozwolenia nie cofnięto. - Nie udało się jednoznacznie udowodnić winy - wyjaśnia Jolanta Trzebińska, kierownik referatu.
Dwa lata temu odebrano koncesję jednemu sklepowi, w roku 2008 dwóm. - Młodzież często reaguje uśmiechem na stwierdzenie, że piwo to alkohol - dodaje Norbert Struciński. - Tutaj ważną rolę odgrywają rodzice, którzy nie zawsze mają na ten temat odpowiednią wiedzę. Jakiś czas temu do Sądu Rodzinnego trafiła sprawa pijanego chłopca. Ojciec nieletniego stwierdził, że jedno piwo to on pozwala synowi wypić w domu.
Najmłodsi pijani, którzy trafili w ręce municypalnych, mieli po 12 lat. Wśród nich była dziewczynka, nominowana w szkole do tytułu prymusa. Coraz więcej nieletnich trafia też do Miejskiej Izby Wytrzeźwień.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl