Uciekajcie, dom się pali
Chociaż ogień nie wdarł się do mieszkań, są one w opłakanym stanie. Dziś w nocy ewakuowano wszystkich mieszkańców budynku przy ulicy Chopina. Miasto nie próbuje im pomóc, bo... nikt się o tę pomoc nie zwracał.
Pożar wybuchł w nocy. - Słyszałem jak pies hulnął do drzwi, a w chwilę później usłyszałem łomotanie do drzwi i krzyk: - Uciekajcie, dom się pali - opowiada To masz Stępkowski. Tej nocy pan Tomasz nocował w kamienicy przy ul. Chopina, w mieszkaniu kolegi, Franciszka Gontarskiego. Był z nim Leszek Gontarski, brat gospodarza. - Szybko narzuciliśmy na siebie jakieś ciuchy, zabraliśmy psa i wybiegliśmy na dwór. W mieszkaniu ognia nie było widać, był natomiast na dachu. Sąsiedzi też wybiegali na zewnątrz budynku. Wkrótce potem pojawiło się kilka wozów straży pożarnej i strażacy zaczęli gasić ogień.
Franciszek Gontarski spędzał noc razem z obłożnie chorym ojcem. Przed domem, w którym mieszka od 18 lat, pojawił się nad ranem. - Ogień nie dotarł do mojego mieszkania, ale wszystko jest zlane wodą. Drzwi wejściowe się nie domykają, na podłogach kałuże, z sufitu spadają płaty tynku, odpadły płytki w łazience... - wylicza ze łzami w oczach.
- Zgłoszenie o pożarze otrzymaliśmy przed godziną pierwszą w nocy - mówi Dariusz Politowski, rzecznik Straży Pożarnej we Włocławku. - Na miejsce skierowanych zostało pięć zastępów. Akcja trwała kilka godzin, mimo bowiem, że dom jest murowany, to ma drewniane schody, dach pokryty etarnitem. Nie wiemy jeszcze, jaka była przyczyna pożaru, to ustala policja. Najważniejsze, że nikt z mieszkańców nie odniósł obrażeń, straty są jednak spore, wstępnie szacujemy je na trzysta tysięcy złotych.Z kolei nadzór budowlany ma się wypowiedzieć, czy w tym domu będzie jeszcze można mieszkać.
więcej w "Gazecie Pomorskiej" lub na stronie pomorska.pl