Do niedawna płatne zatrudnienie miało 32 proc. zdolnych do pracy więźniów z Włocławka. Byli zatrudnieni m.in. w tartaku i przy robotach archeologicznych związanych z budową autostrady A-1.
Pracodawcy chcą ich zatrudniać, bo zgodnie z przepisami osadzony pracujący na pełnym etacie może zarobić maksymalnie połowę najniższego wynagrodzenia. 50 procent pensji więzień otrzymuje co miesiąc, a resztę - po opuszczeniu zakładu. Ostatnio jednak pracodawcy przestali szukać rak do pracy za murami wiezienia. - Kryzys zrobił swoje - mówi Bożena Nowicka, oficer prasowy włocławskiej placówki penitencjarnej. - Wiele firm korzystających z usług więźniów produkuje na eksport. Gospodarki innych państw mają mniej zamówień i ograniczają zatrudnienie. Z reguły redukcja w pierwszym rzędzie dotyczy więźniów.
Obecnie we włocławskim Zakładzie Karnym trwają zabiegi o pozyskanie pracodawców dla więźniów, jak rozmowy z wykonawcami A-1, którym może się przydać pomoc na przykład przy pracach wykończeniowych. Władzom więzienia bardzo zależy, żeby jak najwięcej osadzonych mogło znaleźć pracę.
więcej w "Nowościach Włocławskich" lub na stronie nowosci.com.pl