Mieszkają na moim terenie, prawo jest bezsilne
Rodzice dzikiego lokatora, mimo zakazów z Urzędu Gminy, rozbudowali letnią kuchnię, stojącą na cudzej działce. Teraz Piotr, który wprowadził się tam z rodziną, uważa ów domek za swoją własność. Prawowici właściciele są bezsilni.
Przed laty gospodarstwo należało do bezdzietnej pary, która chciała przekazać je w ręce dalszych krewnych w zamian za opiekę. Najpierw przedstawili propozycję kuzynce, ta zaś skwapliwie skorzystała z okazji. Ale nie zamieszkała w letniej kuchni tylko z synami, lecz ściągnęła także męża. Nadużywający alkoholu mężczyzna wszystkim dał się we znaki, ostatecznie więc właściciele gospodarstwa nie chceli mieć już z nimi nic wspólnego. Tym bardziej, że kuzynka, wbrew zakazom Urzędu Gminy, zaczęła rozbudowywać letnią kuchnię. - Ta budowa od samego początku była samowolą budowlaną - mówi Piotr Per-czyński, borykający się obecnie z dzikimi lokatorami.
To właśnie Perczyńscy, w zamian za opiekę nad poprzednimi właścicielami, stali się gospodarzami tej ziemi. Odnowili stary dom, ale ze stojącą obok letnią kuchnią nie zdążyli nic zrobić. - Tak kobieta, która kiedyś tu zamieszkała, była ciężko chora - opowiadają. - Zabrał ją jeden z synów, mieszkający niedaleko. Ten drugi również zamieszkał z nimi. Gdybyśmy wówczas zburzyli tamtem budynek., byłoby po sprawie, tym bardziej, że od początku był on samowolą budowlaną i nikt nie był w nim zameldowany. Ale w środku były meble i inne rzeczy, należące do tej kobiety. Mieliśmy nadzieję, że je wreszcie stąd zabierze.
więcej w "Gazecie Pomorskiej"