Droga od pieca do sądu
Wdychają dym podczas śniadania, obiadu i kolacji. Jedynym sposobem, aby go uniknąć, jest zamknięcie wszystkich okien. Tak żyją włocławianie, których sąsiedzi palą w piecu byle czym.
- Naprzeciw naszego bloku w domu jednorodzinnym mieszka podły człowiek, który pali w piecu jakieś świństwa - skarży się jeden z mieszkańców bloku przy ul. Okrężnej. - Smród jest okropny. Nie wiem, co on tam spala, chyba wszystko, co wpadnie mu w ręce. Czytelnik, który zgłosił nam problem, mieszka na parterze. Jak mówi, więcej powodów do narzekań mają mieszkańcy drugiego i trzeciego piętra. - U nas po prostu czuć uciążliwy zapach, natomiast do mieszkań sąsiadów na górze leci czarny dym - mówi mężczyzna. - Ludzie nie mogą swobodnie otworzyć okna, bo w mieszkaniu robi się szaro.
Oprócz komfortu, mieszkańcom chodzi także o zdrowie. - Mam małe dziecko i nie chcę, aby truło się we własnym domu - mówi mieszkanka bloku z drugiego piętra. - Wraz z sąsiadami zgłaszaliśmy sprawę do straży miejskiej, lecz ten facet nic sobie z tego nie robi.
Między sąsiadami doszło już do kilku kłótni. Municypalni niewiele mogą pomóc. - Udowodnienie tego, że ktoś pali w piecu odpady jest bardzo trudne - stwierdza Norbert Struciński, rzecznik SM we Włocławku. - Wciąż nie mamy uprawnień do tego, by przeprowadzać kontrole w mieszkaniach, jedyne, co możemy robić, to sprawdzać pojemniki na odpady, ich ilość, kontrolować ważność przeglądów pieców. Starszy pan, o którym mowa, był przesłuchiwany. Stanowczo zaprzeczył, że pali coś innego niż węgiel, czy drewno. Municypalni nie stwierdzili tam żadnych uchybień, ale poinformowali o ewentualnych karach.
więcej w "Nowościach Włocławskich"