Demokracja czy dyktatura?
Miasto ma nowy statut. Ale nie wszyscy radni chcieli go przegłosować, ponieważ uważali, że zmiany nie uwzględniają ich propozycji. Na znak protestu wyszli z sali obrad.
Tak ostrego spięcia między radnymi jeszcze nie było. Kiedy mieli debatować nad propozycją zmian w statucie miasta, radni opozycji, oprócz Dariusza Jaworskiego, po wygłoszeniu krótkich oświadczeń, wyszli z sali obrad.
Co ich tak zbulwersowało? Zdaniem radnych do pewnego momentu prace nad nowym statutem przebiegały dość sprawnie, na zasadzie kompromisów. Podczas ostatniego spotkania wszystkie propozycje opozycji odrzucono. Poświęciliśmy kilkadziesiąt godzin na wypracowanie zmian. Rzucono na stół gotowy projekt napisany przez klub SLD i narzucono nam, żebyśmy nad tym głosowali. Jak mamy głosować, jeśli propozycje zmian nie zawierają nawet ułamka tego, co zaproponowaliśmy – mówił szef klubu PO Sławomir Bieńkowski.
Opozycja chciała między innymi, by w statucie nie znalazł się zapis ograniczający możliwość posługiwania się herbem Włocławka. Nie można zezwalać na używanie tego symbolu miasta według czyjegoś widzimisię – mówił Bieńkowski. Radni apelowali także o dostęp do urządzeń multimedialnych podczas sesji. Żyjemy w XXI wieku. Projektor powinien być cały czas na sali obrad, bo lepiej pokazać jeden obrazek, który zastępuję tysiąc słów. Widać jednak, że radni SLD wolą słowotok i wielominutowe przemowy. Widać taka ich mentalność – skomentował szef klubu PO.
Oburzenia nie kryła także Olga Krut-Horonziak z Bloku Troski o Włocławek. Grupa trzymająca władzę opracowała statut, który jest zamachem na wolność miasta i demokrację. W imieniu mieszkańców Włocławka protestuję przeciwko temu i nie będę brała udziału w tej pseudo demokracji.
Zanim przewodniczący RM zorientował się, że po wyjściu radnych opozycji, nie ma kworum, całą sytuację skomentowali radni Maciej Jarzembowski i Krzysztof Kukucki. Pierwszy uznał, że takim zachowaniem radni sami zamknęli sobie drogę do ewentualnych zmian w zapisie, a te mogły się pojawić w trakcie dyskusji. Szef klubu SLD natomiast stwierdził: - Wstyd i hańba dokonały się na tej sali już po raz drugi. Wolą wyborców SLD i SD ma większość w tej radzie, bo mieszkańcy chcieli, aby byli w niej ludzie, którzy chcą działać na rzecz miasta. Demokracja polega na tym, aby uznać ten wynik wyborów.
Sławomir Bieńkowski absolutnie się z tym stwierdzeniem nie zgadza. Myślę, że trzeba rozróżniać czym jest demokracja, a czym dyktatura, choć oba wyrazy są na „d”. Obecnie w Radzie Miasta mamy do czynienia z dyktaturą – powiedział.
Po półgodzinnej przerwie na sali pojawiło się 13 radnych – wszyscy z klubu SLD i koalicji. Zgodnie przegłosowali wszystkie zaproponowane przez siebie poprawki oraz nowy statut miasta.